1. czytanie
Pokarm dla biednych
Iz 55, 1-3
Psalm
Otwierasz rękę, karmisz nas do syta
Ps 145 (144), 8-9. 15-16. 17-18 (R.: por. 16)
2. czytanie
Żadne stworzenie nie odłączy nas od miłości Boga
Rz 8, 35. 37-39
Aklamacja
Alleluja, alleluja, alleluja
Mt 4, 4b
Ewangelia
Cudowne rozmnożenie chleba
Mt 14, 13-21
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd łodzią na pustkowie, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych.
A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce to jest pustkowiem i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności».
Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!»
Odpowiedzieli Mu: «Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb».
On rzekł: «Przynieście Mi je tutaj».
Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało, zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.
Drodzy!
1. Ewangelista pisze, że Jezus oddalił się w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Zostawił tłumy i oddalił się. Dlaczego? Zbyt wiele działo się wokół Niego. Dotknęła Go mocno śmierć Jana Chrzciciela, potrzebował więc ciszy, spokoju, bycia sam na sam z Ojcem. Oddalił się od tłumu, ale ludzie poszli za Nim. Potrzebowali Go bardzo. Pewnie i oni mieli trudności, może niejednego z nich spotkało równie wielkie cierpienie, bolesne doświadczenie… Szukali więc bliskości Zbawiciela. Swoje trudne chwile chcieli przeżywać razem z Nim, w Jego obecności. Jakże ważna jest obecność do brych ludzi, kiedy nawiedza choroba, dotyka niesprawiedliwość, spotyka krzywda. Samotność staje się nie do zniesienia i szuka się kogoś bliskiego sercu. Ewangelista pisze, że Jezus zlitował się nad nimi. Co oznacza, że faktycznie potrzebowali Jego wsparcia. Zapomniał więc, dlaczego udał się na miejsce pustynne, i oddał się posłudze ludziom w potrzebie. Usiadł i ujrzał – pisze św. Mateusz. Są momenty, że Jezus jest w drodze, ale nie brak też takich, kiedy stoi w miejscu i oczekuje na ludzi. Ewangelista pisze, że wręcz „usiadł”, by inni mogli łatwiej zbliżyć się do Niego, wyżalić się, pokazać Mu – niczym dziecko kochającej matce – swoje rany, stłuczenia, sińce. Przynieśli ze sobą chorych lub ci sami przy czołgali się do Niego, a On ich uzdrowił. Piękne jest współczucie, które Jezus okazuje człowiekowi. I to nie pojedynczemu, ale całemu tłumowi. Jest ujęty ich spontanicznością i natarczywością próśb. Podziwia ich wysiłek, że Go znaleźli, że poszli za Nim, że okazują Mu swoje trudności i boleści. Odkryli w Nim to, co najcenniej sze – właśnie współczucie dla ludzkiej biedy, dla naszych grzechów, potknięć, słabości. Że jest Bogiem mocnym, który umie współczuć ludzkiej słabości.
2. Każ rozejść się tłumom – mówią uczniowie, bo jest późno, a muszą coś zjeść. Także oni widzą tłum, lecz ich spojrzenie jest inne od spojrzenia Jezusa. Oni zdają się widzieć w pierwszym rzędzie ludzi i ich potrzeby, a jednocześnie swoje ograniczone możliwości przyjścia im z pomocą. Tak często patrzy człowiek. Dostrzega trudności, ale nie bardzo (albo wcale) widzi możliwość ich uniknięcia czy za radzenia im. Dlatego ucieka od trudności, udając, że nie one istnieją. Uczniowie chcą odesłać tłumy do domu, by rozwiązać problem. Jezus nie unika trudności. Jest zawsze tam, gdzie się pojawiają, by im zaradzić. Nie uciekł więc przed tłumem, lecz usiadł, by słuchać o ich kłopotach i leczyć chorych. Teraz z kolei słyszy, że brakuje im żywności. Także przed tym nie ucieka. Jezus nie zachowuje się jak wielu z nas. Kiedy pojawia się nowe wyzwanie, nowa potrzeba, mówimy często: „Ja już swoje zrobiłem. Niech teraz troszczą się inni”. Jezus mówi: Wy dajcie im jeść! Człowiek nie jest całko wicie bezsilny czy bezradny wobec trudności. Rzadko bywa tak, że nic nie może uczynić, że jest zdany całkowicie na innych, zależny od nich. Jezus zachęca swoich uczniów, by byli twórczy, kreatywni w potrzebie. Łatwo powiedzieć: „Nic nie mam, na nic mnie nie stać, jestem zupełnie bezradny”, trud niej zaś odpowiedzieć sobie na pytanie: „Co (jeszcze) mogę zrobić w sytuacji, w jakiej się znalazłem? Co mogę zrobić sam, o własnych siłach, a w czym muszę prosić o pomoc innych – ludzi, Boga?”. W trudnościach pytania są ważne. Jezus uczy, bym się łatwo nie poddawał, kiedy pojawia się niebezpieczeństwo. W innym miejscu powie wręcz: A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28, 20). Nie tylko bezimienni z tłumu potrzebowali dobrej rady, mądrej nauki, cudów uleczenia. Znaków tych potrzebowali także uczniowie. Także my ich potrzebujemy, nie tylko nie wierzący. Każdy człowiek, niezależnie od długości swojej przygody z Bogiem, ciągle jest w potrzebie Jego łaski, Jego wsparcia. Uczniowie mówią ponadto, by kupili sobie żywności. To przypomina, że w świecie ludzi niczego nie otrzymuje się za darmo, wszystko ma swoją cenę. Kto kupuje, musi płacić. Inaczej jest w świecie, którym zarządza Bóg. On, który jest samą Dobrocią, udziela wszystkiego gratis. Jest Bogiem darmowej obfitości. Wszystkiego udziela w nadmiarze i cieszy się, kiedy to przyjmujemy. Jakże odbiega życie Boga od naszych postaw!
3. Jezus połamał pięć chlebów oraz dwie ryby i dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jezus nie skupia się wyłącz nie na głodzie duchowym, wewnętrznym. Pragnie ugasić także głód cielesny. Ciało również jest Jego dziełem, stąd potrzeby ciała nie są Bogu obojętne. Chce im zaradzić. Krzyk głodujących dociera do Boga i On przychodzi im z pomocą. Do zaspokojenia głodu obecnych Jezus zaprosił uczniów. Postanowił uczynić ich współtwórcami cudu rozmnożenia chleba i ryb. Mógł to uczynić sam, miał moc, lecz zdecydował inaczej. Chciał, by chleb i ryby były p r z e k a z y w a n e z rąk do rąk, by dobro się pomnażało, by jak najwięcej ludzi miało udział w dobru, które się czyni. Dobre ręce uczniów pomnażają dobro, które czyni Jezus. Nie rozdają wprawdzie swojego chleba, a ten, który rozmnaża Jezus, ale go też nie zatrzymują dla siebie, lecz przekazują potrzebującym. Do bro jest jedyną rzeczą, która się mnoży, kiedy się ją dzieli, kiedy jest przekazywana. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci, i mimo tak dużej liczby osób zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Taka jest natura dobra, że się pomnaża w dawaniu. Czy ludzie z tłumu dziękowali? A jeśli tak, to Jezusowi czy uczniom, z których rąk otrzymywali pokarm? Ewangelista tego nie mówi. Ale nawet gdyby dziękowali nie Jemu, lecz uczniom, Jezus nie byłby zazdrosny. W innym miejscu powie bowiem, że kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje (Mt 10, 40), a więc kto dziękuje tym, którzy czynią dobro w Jego imię, Jemu dziękuje. Panie, uczyń moje serce spragnionym Ciebie i hojnym w służbie tym, którzy są w potrzebie!
