Skip to content Skip to footer

XXXI Niedziela zwykła 2.11.2025 Ewangelia (Łk 19, 1–10 )

1. czytanie

Mdr 11, 22 – 12, 2

2. czytanie

2 Tes 1, 11 – 2, 2

 

Ewangelia

Łk 19, 1–10

Potem wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A pewien człowiek, imieniem Zacheusz, który był zwierzchnikiem celników i był bardzo bogaty, chciał koniecznie zobaczyć Jezusa, któż to jest, ale sam nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: «Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu». Zszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: «Do grzesznika poszedł w gościnę». Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: «Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogoś w czymś skrzywdziłem, zwracam poczwórnie». Na to Jezus rzekł do niego: «Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł odszukać i zbawić to, co zginęło»..

Drodzy!

1. Dzisiejsza Ewangelia kieruje do nas wiele ważnych i mądrych nauk. Pierwsza odnosi się do wytrwania w podjętym postanowieniu. Czytamy, że Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. Owo wejście może metaforycznie oznaczać „początek”. Wielu ludzi coś zaczyna, ale nie koń czy, potem zaczynają coś innego. Kultura współczesna propaguje zbieranie różnych doświadczeń, ale często doświadczenie jest niczym przystawka do obiadu, po której jednak nie spożywa się obiadu, sięgając po kolejną przystawkę. Jezus uczy natomiast wierności temu, co się zaczęło, by robić to do końca. Gdyby tylko wszedł do Jerycha, ale nie przeszedł jego ulicami, nie spotkałby Zacheusza. Dopiero żyjąc, człowiek odkrywa radości i smutki życia, jego pozytywne i negatywne strony, uroki i niebezpieczeństwa. „Wejście” byłoby podobne do zakochania, które może być urocze, pociągające, romantyczne, ale tylko wtedy, gdy za kochani idą razem przez życie, przeradza się w miłość gotową do poświęceń, która przebacza, okazuje wyrozumiałość i wdzięczność, jest wrażliwa na potrzeby drugiego itd. Trzeba nam więc nie tylko „wchodzić” w życie, zaczynać coś pięknego, ale w tym wytrwać. Nie tylko odkrywać swoje powołanie do bycia kimś, ale w nim wytrwać. Medale rozdaje się nie na stracie, a na mecie.

2. Ewangelista mówi też, że Zacheusz, ponieważ był niskiego wzrostu, a ludzi wokół wielu, pobiegł naprzód i wspiął się na sykomorę, chciał bowiem bardzo zobaczyć Jezusa. Przychodzi mi na myśl humor ojców pustyni: „Pewien brat powiedział do starca: – Abba, słyszałem, że brat, który mieszkał z tobą, umarł. Mógłbym zająć jego miejsce? Starzec odpowiedział: – Tak, ale wydaje mi się, że jesteś wyższy od niego. Nie wiem, czy zmieścisz się w jego grobie”. Co to oznacza? Myślę, że to, iż każdy z nas ma swoją symboliczną „sykomorę” i symboliczny „niski wzrost”. Może to być choroba czy cierpienie, kryzys w przyjaźni czy miłości, trudności w pracy lub cokolwiek innego. Każdemu, kto doświadcza czegoś trudnego, nie radzi sobie z tym lub nie jest w stanie dostrzec sensu tego, Bóg każe wejść „na drzewo”, aby zobaczył. Oznacza to, że życie – a wiara uczy, że Opatrzność – ofiaruje mu okazję, aby czegoś ważnego dokonać, coś zmienić, coś naprawić. I nie trzeba wcale wielkich środków, nakładów, narzędzi. Można dokonać czegoś ważnego w swoim życiu wyłącznie wtedy, kiedy ma się tego chęć i silną wolę. To właśnie – czytamy w Ewangelii – posiadał Zacheusz. Bardzo chciał zobaczyć Jezusa i nie narzekał, że jest niskiego wzrostu, że wokół tłum, że ominie go ta ważna okazja. Wykorzystał to niewiele, które miał przed sobą, czyli banalne drzewo, i wdrapał się na nie. Mimo swego bogactwa czy swej ułomności nie wstydził się, nie obawiał, że mogą go wziąć na języki. Było mu to obojętne. Czy znam swoje słabe (niskie) strony? A co jest moim „drzewem”, na które muszę się wspiąć, aby zobaczyć wyjście z trudnej sytuacji?

Kiedy chce się coś ważnego w życiu osiągnąć, trzeba być gotowym na wysiłek, trud. Trzeba też szukać na to czasu. Wszystko to oznacza symboliczne wdrapywanie się na drzewo. Trzeba przemóc lęk, bo jest on złym doradcą. Często szepcze, że się nie da, że trudności zbyt liczne, a środków do ich przezwyciężenia mało. Podziwiamy Zacheusza za jego mocny charakter i pragnienie, aby urzeczywistnić swoje za miary. Był on przede wszystkim bogaty duchowo. Materialny dobrobyt nie wypalił w nim chęci dalszego poznawania, zdobywania tego, co rzeczywiście cenne. Nie wysłał sług, aby zaprosili Jezusa do jego domu, ale okazując pokorę i dokładając trudu, sam chciał Go zobaczyć. Podziwiamy go.

3. Ponadto Ewangelista pisze, że Jezus spojrzał w górę. Gdyby nie spojrzał, nie zobaczyłby Zacheusza. Nie byłoby zaproszenia na ucztę i nawrócenia. Tak wiele owoców za tak niewiele: Jezus spojrzał i dał Zacheuszowi nowe życie. Ale to Jezus, a ludzie? Można patrzeć długo i nic nie zobaczyć, a można tylko spojrzeć i dostrzec wiele. Żeby zobaczyć głębszy sens tego, co mnie spotyka, naprawdę dostrzec ludzi, którzy mnie otaczają, trzeba prosić o pomoc Boga. To właśnie znaczy „spojrzeć w górę”, czyli modlić się. Na modlitwie proszę Boga, aby nauczył mnie właściwie patrzeć na siebie i ludzi, na całe moje życie, i dostrzegać we wszystkim, co mnie spotyka, nawet w trudnościach i lękach, coś szczególnego, co może być dla mnie dobre, co może mnie uczy nić lepszym, bardziej wrażliwym na otoczenie. Nikt nie jest postawiony poza nawiasem Bożego miłosierdzia. Granica między dobrem a złem nie przebiega między ludźmi, dzieląc ich na dobrych i złych, lecz w sumieniu i sercu każdego człowieka. Jezus wszedł także w moje życie i przez nie przechodzi. Czy chcę Go zobaczyć? A może uważam, że znam Go już wystarczająco dobrze i nie mam chęci Go spotkać? Siedzę zamknięty w domu, zajęty swoimi troskami lub radościami, może zagniewany na Boga czy ludzi. Nie stać mnie nawet na minimalny wysiłek, aby pozwolić Bogu zmienić mnie i moje życie. Wyznam przed Nim swój grzech i przyjmę Jego miłość. Wyznam Mu, że wierzę, iż jest miłosierny, że przyszedł, aby szukać i zbawić to, co zginęło.

tel:+48 502 278 400
info@zkijas.com
tel:+48 502 278 400
info@zkijas.com
0